Home różnościLifestyle Dzień z artblockiem – dniem straconym? Co robię poczas niemocy twórczej

Dzień z artblockiem – dniem straconym? Co robię poczas niemocy twórczej

by Meago

Z artblockiem od czasu do czasu zmaga się każdy. Siedzisz, rysujesz, ścierasz, rysujesz, ścierasz… zwyczajnie nie idzie – taka sytuacja. Marnujesz czas, frustrujesz się i już wiesz, że ten dzień nie może być dobry. W sumie niekoniecznie, ale łatwo jest wtedy obrazić zniechęcić się, rzucić tego dnia wszystko w pizdu i czekać na magiczny snop światła oświetlający twój artystyczny tyłek i chóry anielskie śpiewające, że już jest okej. Do tego czasu leżysz na kanapie bądź odmóżdżasz się w internetach – tak, teraz ten dzień na pewno będzie jeszcze bardziej produktywny. Możesz być z siebie dumny (۶•̀ᴗ•́)۶

Zgodzę się z jednym i co do tego nie ma żadnych wątpliwości – artblock jest tak cholernie wkurzający! Argh! Na szczęście nie jest to powód do zmartwień na dłuższą metę. Ja (po latach walki) nauczyłam się po prostu odpuszczać i znalazłam sobie kilka alternatyw które mogę przedsięwziąć w tym extra czasie – dodatkowy czas na cokolwiek jest zawsze na propsie! Są to proste czynności, ale przy odpowiednim podejściu kompletnie tępią moje wyrzuty sumienia.

Czytam

czytaj

Ale w tym przypadku coś z branży. Coś dotyczącego tego czym się zajmuję. Nie rysuję dziś – ok. W takim razie pogłębię sobie trochę wiedzę w rzeczach które mnie aktualnie interesują i czuję, że ta wiedza prędzej czy później mi się przyda. W każdym bądź razie na pewno mi to nie zaszkodzi. Ponieważ teraz wzbogaciłam sobie życie o meagolicious.com, zaglądam do poradników od SEO, Google Analytics a także odświeżam HTML’a i rozkminiam CSS’a (<- jako grafik, wzrokowiec, totalnie propsuję tę książkę. Jest super wydana, ultra przejrzysta i mój chaotyczny umysł zdaje się nadążać za tym całym crapem! ♥). Dodatkowo wszelkie poradniki fotoszopowe, ilustratorowe i inne cuda, którymi uzupełniam luki w obsłudze tychże programów

Jeżeli jednak nie czuję się na siłach na informatyczny bełkot, sięgam po książki artbookowe – m.in. seria książek „The art of…”, „Imagine FX’y” (dostępne w empikach w prasie zagranicznej – są dosyć drogie, dlatego wpierw wertuje dokładnie, czy jest w środku coś co mnie interesuje). Sięgam też po autorskie artbooki artystów – np. The art of Loish – o którym mam nadzieję się dokładniej wypowiedzieć wkrótce : ) Ważne, by było ciekawie i merytorycznie – nie lubię po prostu przeglądać obrazków. Chcę rzucić okiem na kuchnię.

Oglądam  streamy lub tutoriale

sposoby na artblocka

Rozkładam się wygodnie z tabletem lub laptopem, robię sobie ciepłej herbatki wkładam słuchawki na uszy i odpalam jakieś streamy fajnych artystów – najbardziej cenię sobie te z LevelUp’a, Ross Draws, albo CG Master Academy. Ostatnio mam też możliwość korzystania z lekcji różnych kursów ze Schoolism’u (subskrybcja). Zawsze fajnie podpatrzyć jakieś ciekawe techniki czy rozwiązania. Będę mogła wypróbować je któregoś luźniejszego dnia, bądź przy mniej wymagającym projekcie.

Daję sobie wycisk (trenuję)

pocwicz

Bezczelne leżenie na kanapie nasila moje wyrzuty sumienia. Wskakuję wtedy w strój (to jest czynność przełomowa u mnie – jak już uda mi się zebrać i przebrać reszta idzie jak z płatka), rozwijam matę, przygotowuję sobie szklankę wody, ustawiam tablet na youtubie i robię jakiś wybrany trening. Od dłuższego czasu jestem wierną fanką Codziennie Fit – szczerze polecam, Marta układa naprawdę spoko treningi, a przede wszystkim jest strasznie sympatyczną i prawdziwą osobą. Najczęściej robię jakieś szybkie kardio żeby się trochę zmęczyć. Unikam natomiast (na razie) ćwiczeń stricte na ramiona – w przypadku, gdy mam w dalszych planach jednak coś popróbować z rysowaniem – przerabiałam to i moje biedne mięśnie sabotowały mnie podczas trzymania piórka. Poczekam z tym na poprawę ich kondycji. Tak, moje mięśnie wciąż są noobami.

Po wszystkim, mimo, że zmęczona, czuję się znacznie lepiej, mój mózg zdaje się lepiej pracować i przede wszystkim jestem w stanie usiedzieć trochę dłużej przy biurku zanim odezwą się moja szyja i kręgosłup. Yay! Zrobiłam coś pożytecznego dla siebie! <3

W przypadku braku stroju czy maty, warto wyjść po prostu na dłuższy spacer i dotlenić mózg.  Zawsze lepsze to niż zostać w domu z popsutym przez artblocka humorem <3

p.s. jeżeli dzień wcześniej robiłam już jakiś intensywny trening (staram się ćwiczyć dość regularnie) i moje mięśnie jeszcze nie odpoczęły, po prostu się porządnie rozciągam.

Poświęcam czas tylko sobie…

…o ile nie robiłam tego wczoraj i przedwczoraj. Generalnie codziennie mam taką złotą godzinę (bądź półtorej) po powrocie z pracy, lub po treningu. Ale tutaj mówię o generalnym, porządnym odpoczynku – biorę długi prysznic, wkładam świeżą piżamę, zaparzam najlepszą herbatę jaką mam aktualnie w szufladzie –  regularnie zamawiam ją z Q-boxa – przetestowałam już chyba z połowę ich mieszanek i mogę szczerze polecić tę firmę. Poza tym mają naprawdę pozytywnę ekipę!  Do całego odpoczynkowego zestawu dokładam jakąś maseczkę na twarz – ostatnio polubiłam się z Organique i stosuję m.in. ich Glinki albo Algowe maski na twarz (ta druga dopiero niedawno doczekała się testowania – jest taka śmieszna w użyciu : D ).

Z takim zestawem mogę legalnie rozłożyć się na kanapie (o ile aktualnie nie okupuje jej L. ) starając się odprężyć. Teraz jest właśnie czas na facebooka, tumblra, pudelki i inne głupoty. Czasem wybieram też granie na nintendo, odmóżdżanie się z telewizorem, albo czytanie lekkiej książki niezwiązanej w ogóle z pracą.

Odpoczynek jest dla mnie naprawdę ważny, zwłaszcza, że tak naprawdę rzadko mam faktycznie wolny dzień. Tak więc przynajmniej raz w tygodniu całkowicie sobie ze wszystkim odpuszczam. Kiedyś miałabym  pooooważne wyrzuty sumienia – „ale jak to? mam się wylegiwać? Przecież mam tyle rzeczy do zrobienia!”. Nauczyłam się jednak (częściowo z pomocą mojej psychoterapeutki) oswajać się z tym, że brak odpoczynku jest zgubny dla mojej wydajności. Teraz już się tak nie denerwuję i dotarło do mnie, że jest to nieodłączny proces twórczości (mimo, że mało twórczy).

Poniżej moje przykładowe czasoumilacze (Aaa, patrzcie, podzieliłam je na zakładki, ekstra, co? ♥ )

Albumy które nie znudziły mi się po miesiącu:
Sia – „This is acting”
Of Monsters and Men – „Beneath the Skin”

Carly Rae Jepsen – „Emotion”

Jeżeli macie jakiś swoich ulubieńców w sam raz na leniwy wieczór, dajcie znać w komentarzach.

organique

Glinka ghassoul i algowa maska z papają od Organique

Sprzątam

sprzątaj

W końcu nie mam wymówki, że nie mam kiedy. Niestety – prawda jest taka, że w tygodniu rzadko mam czas sprzątać. Jedynie co regularnie mi wychodzi to wymienianie naczyń w zmywarce i robienie prania. Cała reszta czeka na weekend i czas przeznaczony do ogarniania reszty mieszkania. Ekstra godziny w tygodniu to tak naprawdę prawdziwe zbawienie uchraniające (jest takie słowo?)  nas przed wzrostem ciśnienia pod koniec tygodnia – a to ktoś wejdzie w szefa (nazywamy tak z L. meneli i wszelkie brudy – w tym przypadku chodzi o kłaki z nieodkurzonej podłogi), a to się przyklei do czegoś („O, to chyba sok z poniedziałku”). Normalnie kiedy nie mam swojego „cleaning day” nie myślę o tym – okropne, wiem. Dlatego yay dla artblocka! Mogę się tym zająć! Idę umyć podłogę w łazience i wyszorować kuchenkę – czadzior, będzie czysto i przyjemnie (L. w tym czasie wiesza pranie – bo dlaczego ja mam wszystko robić, hm? „L. powieś pranie – patrz ja ☆゚.*・czyszczę kuchenkę☆゚.*・ – chyba chcesz mieć w czym jutro iść do pracy?” – tak, na programistów trzeba mieć sposoby).

P.S. ten wpis nie jest sponsorowany –  korzystam ze wspomnianych w poście produktów ze swojej własnej nie przymuszonej woli i naprawdę je lubię (•‿•)♥

Zobacz też

Leave a Comment